Adwent – czy dzisiaj jest potrzebny?

29 listopada 2015

 

Minął listopad, czas poświęcony wspomnieniom zmarłych. W sklepach pojawiają się choinki, jesteśmy zalewani ofertami świątecznymi a w Internecie toczy się dyskusja o to czy święta będą z czy bez Kevina. Sama myśl o świątecznych przygotowaniach i samych świętach budzi w nas mieszane uczucia strachu, zmęczenia i myśli „znów to samo zamieszanie…” A może w tym roku inaczej przeżyć to?

Trudne czekanie.

Każdy z nas przeżył doświadczenie czekania. Syn czekał na powrót ojca z misji, rodzice na przyjście na świat dziecka, dzieci na podarunki świąteczne, uczeń na egzamin a  osoba chora na diagnozę lekarza. Oczekiwanie. Nie raz trudne, przepełnione niepewnością, innym razem radosne i pełne miłości. Wszystkich jednak łączy jedno – chęć jak najkrótszego czekania. Czyż dziecko nie chce otrzymać prezentu od razu, rodzice mieć w swoich rękach dziecko jak najszybciej a chory dowiedzieć się o diagnozie w jednej chwili? Nikt z nas nie chce czekać… 

Adwent uczy nas oczekiwania. Gdybyśmy wszystko otrzymali „w jednej minucie” – jaką miałoby to dla nas wartość? Czas przepełniony wyczekiwaniem, kiedy wiemy, że coś nastąpi, ale tu i teraz jeszcze nie mamy tego, sprawia że bardziej doceniamy to czego się spodziewamy.

Adwent – radosne oczekiwanie, Wielki Post – smutne oczekiwanie.

Rodzina, świąteczna atmosfera, czas pełen życzliwości. Tak dla wielu z nas wyglądają święta Bożego Narodzenia – i bardzo dobrze, że takie są. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że u niektórych jest zupełnie inaczej?

Nie ma choinki, nie ma rodziny, nie atmosfery a kolędy są przepełnione łzami w oczach. Dla wielu święta są czasem trudnym. Czym jest więc dla nich adwent? Czasem oczekiwania na smutek i ból w głębi duszy. My bardzo często, pochłonięci pozytywnymi emocjami, otoczką świąteczną zapominamy, że są osoby cierpiące. Często staramy się zapomnieć i nie myśleć – by nie psuć sobie świąt…

Nie tylko Wielki Post, możemy określić jako smutny czas, w którym trzeba z pokorą pochylić głowę i przyznać się do swoich win. A czy na sądzie ostatecznym to nas nie czeka? A przecież Adwent jest oczekiwaniem na przyjście Mesjasza – nie tylko 24 grudnia w stajence, ale przede wszystkim przyjście na końcu dziejów świata!

Strach

            Ile razy czekając – baliśmy się. Baliśmy się, że się skompromitujemy, że nie osiągniemy celu, że zawiedziemy siebie i innych, że dana decyzja będzie negatywna. Przed świętami też nieraz ogarnia nas strach. Boimy się, że nie podołamy przygotowaniom, prezenty się nie spodobają, że będzie zła atmosfera, to oczywiście ludzki wymiar oczekiwania, związany z naszą psychiką. Jednak, trzeba sobie zadać pytanie: czy tylko boimy się „świątecznych gaf”?

Herod przed narodzinami Chrystusa bał się . Dziwne? Wielki król, władca, któremu nagle doniesiono, że pozbawiony będzie władzy i tego wszystkiego co ma. To tak jakby ktoś nam powiedział: „przyjdzie ktoś i zabierze Ci wszystko”. Czy nie balibyśmy się i nie stawialibyśmy oporu przy jednoczesnym nastawieniu do walki?

Jeśli chcemy dobrze przeżyć święta a wcześniej dobrze się przygotować, musimy stanąć przed pewną prawdą. Jezus przychodzi na świat… I zabiera nam wszystko! Zabiera nam naszą złość, zabiera nasze grzechy, złe przyzwyczajenia, zabiera bogactwo i władzę. Stajemy przed Bogiem tacy jak Dzieciątko w stajence. Nadzy, bez pieniędzy, bez znajomości, bez tytułów, bezbronni. Podobnie będzie i na końcu czasów. Na sądzie ostatecznym będziemy mieć jedynie zasób dobroci, którą w swoim życiu ofiarowaliśmy innym.

Tacy również powinniśmy stanąć przed stajenką betlejemską i przed drugim człowiekiem. Bogactwo, uroda, układy przeminą i staną się niczym w porównaniu do miłości i otwartości serca jaką możemy się dzielić. Otworzyć serce na działanie Nowonarodzonego i drugiego człowieka. Bo przecież miłość to nic innego jak umieranie dla drugiej osoby – ogołocenie się, wyrzeknięcie się tego co chce ja, a podjęcie tego co chce druga osoba.

Adwent jest czasem pewnego strachu, który uświadamia nam, że święta to nie tylko słodki czas rodzinny, ale chcąc by był owocnie przeżyty, to jest to czas przemiany, nierzadko z wyrzeczeniem się i ćwiczeniem siebie. Także powinno nam się przypominać to, że święta nie dla wszystkich są radosne. O ile my boimy się „świątecznej gafy” o tyle ktoś obok nas obawia się świąt przepełnionych łzami, cierpieniem, brakiem bliskiej osoby… Pamiętajmy o tym!

 

Adwent to nie tylko oczekiwanie, ale także przygotowanie. Spodziewając się gości w domu, nie siedzimy bezczynnie odliczając minuty do przyjścia zaproszonego. Przygotowujemy się – dekorujemy dom, sprzątamy, ale i sami ubieramy odświętny strój, chcąc zaakcentować wyjątkowość sytuacji. Podobnie i w tym okresie. Naszym zadaniem nie jest odliczanie dni do Wigilii, ale porządkowanie swojego życia i swej duszy, by Boże Narodzenie nie było kolejnym świętem 2015, ale by było czasem przemiany.

Szczęść Boże na czas Adwentu.

D.S.

(Czytany w sumie: 140 , 1 czytany dzisiaj)
Pogoda Łosice z serwisu

Katolickie Radio Podlasie