Słowo na Niedzielę Dobrego Pasterza

16 kwietnia 2016
Słowo na Niedzielę Dobrego Pasterza

W kontekście dzisiejszych czytań z wielkanocnej niedzieli Dobrego Pasterza rzucają się w oczy dwa słowa, a dokładniej czasowniki. Słuchać oraz radować się.

Bogactwo języka polskiego pozwala nam pierwsze z nich rozpatrywać w dwóch znaczeniach, które się wzajemnie uzupełniają. Słuchać kogoś oraz być posłusznym komuś, kogo się słucha. Przypatrzmy się bliżej tym znaczeniom. Nowy Testament wielokrotnie pokazuje wpierw Jezusa a potem Apostołów przemawiających do ludzi. Wykorzystywali każdą okoliczność. Brzeg jeziora, szczyt pagórka, rynek miasta. Mówiąc przypowieść, wyjaśniając znaczenie znaków, głosząc nauki. A tłumy ich słuchały. Owszem, wielu potem poszło dalej swoją drogą, odeszło od Głoszących. Ale spotkanie z Jezusem i Jego Dobrą Nowiną często rozpoczynało się od słuchania. I tu prawdopodobnie wychodzi na jaw największa różnica między światem początku I wieku po Chrystusie a współczesnymi tzw. “słuchaczami”. Wiek XXI to czas telewizji, internetu, komórek. Czy w tym gąszczu wysyłanego dźwięku i obraz, Jezus jest jeszcze w stanie przebić się ze swymi słowami. Czy my potrafimy jeszcze słuchać i w ogóle chcemy słuchać Jego? W innym miejscu Ewangelii słyszymy: błogosławieni cisi. Można rzec: błogosławieni, którzy potrafią znaleźć ciszę w zgiełku współczesności, którzy potrafią znaleźć czas na milczenie i słuchanie, którzy potrafią oderwać się od codzienności i spojrzeć głębiej. Tych Jezus nazwie swoimi owcami, które chcą i potrafią słuchać jego głosu. Bo słuchanie zaczyna się od znalezienia ciszy i otwarcia serca na głos Boga.

Choć użyty w dzisiejszej Ewangelii czasownik “słuchać” wiąże się z odbieraniem głosów innych, to jednak ma on elementy wspólne z ideą posłuszeństwa. Przykładowo słyszymy dość często słowa rodziców do dzieci, aby ich słuchały i były im posłuszne. Tutaj sytuacja jest analogiczna. Człowiek wsłuchuje się w słowa wypowiedzane przez Boga lub Jego pośredników. Wtedy może powtórzyć za Ateńczykami: posłuchamy Cię innym razem albo uznać wysłuchane słowa za swoje i być im posłusznym. I tak jak dziecko wysłuchawszy słów rodzica staje się jemu posłusznym tak człowiek wysłuchując nauk Boga staje się Jemu samemu posłusznym. A być posłusznym Bogu oznacza uznanie prawdy, że moje życie zależy od Niego, jest konkretnym wyrazem wiary w Niego, jest otwarciem się na życie wieczne i oddaniem się w Bożą opiekę: Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.

Przez przypadek natknąłem się na intrygujące zdjęcie ojca Krzysztofa Lebretona – najmłodszego trapisty, mistyka i poety z klasztoru algierskiego w Thibirine, zamordowanego razem z sześcioma współbraćmi przez islamskich fundamentalistów 21 maja 1996 roku. Na zdjęciu widzimy ojca Lebretona, który ubrany w swój mniszy habit i zawadiacki, słomiany kapelusz, podąża małą uliczką, trzymając za rękę dwoje małych dzieci.

Krótko potem przeczytałem fragment listu przyjaciela ojca Krzysztofa – Algierczyka Moussa, pisał on: „Jeżeli wyjedziecie, pozbawicie nas waszej nadziei i zabierzecie nam naszą nadzieję”. List pochodził z czasu, kiedy bracia z Thibirine jeszcze rozważali możliwość wyjazdu z niebezpiecznych okolic Gór Atlasu. Wiązało się to z pozostawieniem miejscowej ludności skazanej tak samo jak i oni na zbrojne grupy islamskie (GIA) grasujące tam z bronią i siejące przerażenie, rozpacz i śmierć wśród prostych ludzi. Jednakże decyzja o pozostaniu, a w konsekwencji zgoda na męczeństwo, zapadła w klasztorze jednomyślnie jako wyraz wolnego wyboru tych, którzy nie opuszczają swoich owiec w niebezpieczeństwie.

We wspomnianym zdjęciu uderzył mnie mały szczegół: uścisk dłoni ojca Krzysztofa prowadzącego ulicą dwoje muzułmańskich dzieci. To doskonała ilustracja do ewangelii o Dobrym Pasterzu. Tylko ten, kto pozwolił Jezusowi chwycić się za rękę, wbrew podszeptom własnej i cudzej słabości próbującej wyrwać go z tej czułej, choć silnej dłoni, mógł mieć odwagę chwycić za rękę drugiego człowieka. Tylko ten, kto sam doświadczył, że nic i nikt nie może wyrwać go z uścisku ręki miłującego Jezusa, wie, że on sam również nie może zostawić drugiego w chwili wielkiej próby. Nawet jeśli cały świat byłby temu uściskowi przeciwny.

Uścisk dłoni małżonków, uścisk dłoni przyjaciół, uścisk dłoni mojej i Jezusa, może przetrwać tylko dlatego, że to Bóg nigdy nie cofnął swej ręki, nawet wtedy, gdy ją przebito gwoździem i unieruchomiono. Naprawdę mogę żyć w rękach Boga, z których żadna siła mnie nie wyrwie… poza moją wolnością.

Nieustannie módlmy się wraz z innym świadkiem Jezusa żyjącym również pośród muzułmańskich nomadów – Karolem de Foucauld, wołając każdego dnia: „W Twoje ręce powierzam całe moje życie. Daję je Tobie całą miłością mojego serca, ponieważ Ty jesteś moim Ojcem”. Wyjdź już dziś z krainy swoich lęków na drogę, na której sam Bóg podaje Tobie rękę. Żyj w uścisku miłości, z którego nigdy nie zostaniesz wyrwany.

(Czytany w sumie: 170 , 1 czytany dzisiaj)
Pogoda Łosice z serwisu

Katolickie Radio Podlasie