Aktualności /

BIULETYN PARAFIALNY -23.03.2020

BIULETYN PARAFIALNY -23.03.2020

poniedziałek, 23-03-2020 | dodał: ks. Sławomir Kapitan


Chciałem być królem życia i dostałem... koronę

Dzisiaj od rana chodzi mi głowie piosenka Kombi, "Królowie życia, on i ja, co z nas zostanie, parę nut. Na wietrze pył, więcej nic". Nucąc tę piosenkę, od razu przychodzi mi do głowy, że ludzie dzisiaj chcieli być królami w swoim dobrze zaopatrzonym, wygodnym i nowoczesnym królestwie, Pan sprawił, że do kompletu dostali koronę. Problem chyba jednak polega na tym, że w takich sytuacjach zbyt chętnie stosujemy uogólnienia, kwantyfikator ogólny. Wszyscy ludzie, świat się dowiedział, nauczka dla świata, Polacy zrozumieli, znaki dla współczesnego człowieka. Tyle w świecie było niemoralności, grzechu, dewiacji. A te wszystkie ideologie, parady.... W końcu Pan Bóg się upomniał. W tym, co chcę napisać dalej, odejdę od tego typu myślenia, bo wirus jest skrajnie demokratyczną instytucją i dotyka nas bardzo osobiście, tak w wymiarze wewnętrznym, duchowym jak i w wymiarze zewnętrznym, społecznym. Wirus nie zwraca uwagi na nasze wykształcenie, pozycję społeczną czy sposób myślenia, może dotknąć każdego po równo. Dlatego będę pisał w pierwszej osobie liczby pojedynczej, może też ktoś, pójdzie tym tokiem i przemyśli dzisiejszą sytuację w jakiej każdy, bez wyjątku, się znalazł. Pamiętaj, pierwsza osoba liczby pojedynczej.

Tak, chciałem być królem życia... i dostałem koronę do kompletu, ale okazało się, że jest ona cierniowa. Bardzo lubię mieć wszystko uporządkowane, dość dokładnie uzupełniam swój terminarz w telefonie (dzisiaj telefon przypomniał mi, że mam jechać na spowiedź do Huszlewa, miały być tam dzisiaj rekolekcje, miały). Staram się mieć przygotowane wszystko wcześniej, przemyślane, ułożone. Denerwuję się jak coś nie idzie po mojej myśli. Środa Popielcowa, mnóstwo wiernych w kościele, rozdawaliśmy "Wielkopostne Posty", popiół na głowę. Bardzo dobry początek Wielkiego Postu, a swoją drogą, to ten tytuł "Wielkopostne Posty" okazał się być proroczy - bo teraz mogę komunikować się z moimi parafianami tylko za pomocą postów. Dokładnie mieliśmy zaplanowany cały Wielki Post, grafik spowiedzi w sąsiednich parafiach, gdzie, na którą i który ksiądz jedzie, rekolekcjonista zaproszony, dostał szczegółowy program rekolekcji, plakat zrobiony, spowiednicy u nas ustaleni i powiadomieni, catering dla spowiedników uzgodniony. Wszystko, dokładnie wszystko ustalone i uzgodnione. Planowałem już nawet Triduum i Wielkanoc. My księża w Wielkim Poście mamy mnóstwo pracy i jesteśmy bardzo zabiegani. Wszystko miało być perfekcyjnie. Ja, król życia, wszystko miałem dokładnie zaplanowane. Tymczasem okazało się, że wcale nie jestem królem życia, a udowodniła mi to mała, widoczna tylko pod mikroskopem, korona, jak się okazało, dość bolesna. Mam teraz bardzo dużo czasu, nigdzie nie musze jeździć na spowiedzi, nie ma ludzi w kościele. Tylko, dlaczego mi tak ciężko? Doskonale już dzisiaj rozumiem, jak jest trudno przestawić się z utartych, pewnych i wydeptanych ścieżek, na zupełnie nowe, zupełnie niezależne od nas drogi. Pewność, stała się dzisiaj, bardzo niepewna. Czy to mnie napawa lękiem, chyba nie. Co się zaczyna, to musi się jakoś skończyć. Czy wróci wszystko do normy? Wiem, że nigdy i nic nie będzie, już tak, jak dawniej. Ale też wiem, po głębokim przemyśleniu, że ja nie chcę, żeby było tak jak dawniej, nie chcę być już królem życia, bo wiem, że Król jest tylko jeden, że Pan wymyślił sobie to wszystko, zupełnie inaczej. Zgodnie z zasadą: "chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz Mu, jakie masz plany". Ta lekcja pokory, była mi bardzo potrzebna. Często mówiłem: "nie moja, ale Twoja wola niech się stanie", wydaje mi się jednak, że te słowa, do tej pory, były trochę teoretyczne. Czas więc przejść do praktyki.

W niedzielne popołudnie wybrałem się z moimi psami na krótki spacer (psom nic nie mówiłem o wirusie), przy okazji, umówiłem się telefonicznie na spotkanie w dość pilnej sprawie. Była akurat godzina 15.00, więc zaproponowałem, żebyśmy wspólnie odmówili Koronkę do Bożego Miłosierdzia, mój rozmówca przyjął propozycję z nieukrywaną wdzięcznością. Jeszcze dwa tygodnie temu, chyba nie śmiałbym tego zaproponować, a i mój rozmówca nie wiem, czy miałby czas wspólnie się modlić. Teraz jest wszystko inaczej. My kapłani o godz. 20.30, klękamy do wspólnej modlitwy, wiemy to, że w wielu domach, całymi rodzinami, modlicie się razem z nami. Jeszcze dwa tygodnie temu nie poprosiłbym o taką wspólną modlitwę, a jeżeli nawet, to kto by się modlił? Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale, Godzinki, Nowenny, wszystko to, trzeba w rodzinach albo samemu, organizować, nie jest to podane już na tacy. Teraz jest wszystko inaczej, nie ma utartych ścieżek. Ktoś zadzwonił wczoraj do mnie i powiedział, że cztery osoby rozpoczyna Nowennę Pompejańską w intencji nas czterech kapłanów ( Nowenna Pompejańska, to ogromny trud, proszę sobie sprawdzić), musimy wzajemnie otoczyć się modlitwą. Teraz odczuwam bardzo głęboką potrzebę modlitwy, oczywiście modliłem się wcześniej, ale teraz ta potrzeba jest zupełnie inna. W końcu dotarło do mnie, że moja modlitwa, ma nie tylko przebłagać Pana Boga, ale moja modlitwa ma przede wszystkim mnie zmienić. Dzisiaj, ktoś w rozmowie telefonicznej, mówi, że podjął ścisły post o chlebie i wodzie. Post, ma też mnie zmienić. Podobnie jałmużna, zmienia mnie i moje podejście do spraw materialnych. I tak oto, ja ksiądz, na nowo odkrywam to, co było od wieków w Kościele. Czy ja bardziej dojrzałem przez tę sytuację? Nie, chyba nie, po prostu przestałem być królem życia, nauczyłem się pokory wobec Pana. Epidemia się skończy, czy ta lekcja pokory mi wystarczy?

Korzystanie z niniejszej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdym czasie. Polityka Prywatności    Informacje o cookies

ROZUMIEM